Ciasteczka owsiane

Po robieniu ciasta na babeczki z kremem zostały mi w lodówce 2 białka. Jedno już w lodówce na mnie czekało, więc dysponowałam 3 białkami. Nie pierwszy raz miałam taką sytuację – za każdym razem obiecywałam sobie, że na pewno je zużyję do jakiś pysznych słodkości. Jednak zrobienie bezy zawsze napawa mnie przerażeniem, więc zawsze kończy się na zrobieniu niesmacznej jajecznicy bezżółtkowej… Ale tym razem lepiej wykorzystałam te 3 białka! Ha! Pomysł na te ciasteczka zrodził się w głowie mojej siostry, która powiedziała, że to są tak zwane ciasteczka „bez przepisu” – wrzucasz to, co masz. W związku z tym ile pomysłów w głowie (i ile składników pod ręką) – tyle wersji tych ciasteczek. Oto moja wersja:

  • 3 białka + składniki do zagęszczenia masy:
  • ziarna słonecznika
  • płatki jęczmienne
  • płatki żytnie
  • mąka żytnia
  • gorzka czekolada pokrojona w kosteczkę
  • banan potraktowany blenderem
  • odrobina cukru waniliowego
  • posiekane orzechy ziemne
  • wiórki kokosowe
  • cukier

Nie napisałam ilości poszczególnych składników, bo tak naprawdę wszystko wrzuca się na oko – bazę stanowią oczywiście płatki zbożowe (np. żytnie, jęczmienne, owsiane, pszenne), a reszta to po prostu mieszanka ulubionych składników, będących akurat pod ręką. Białka ubiłam, dodając cukier (nie na sztywną pianę, ubicie miało na celu zmienienie konsystencji białka na tyle, by lepiej łączyło się z pozostałymi składnikami). Następnie wsypywałam poszczególne składniki, mieszając i sprawdzając konsystencję masy. Powinna być taka, by nie rozpływała się na blasze, ale jednocześnie nie powinna być za sucha, bo wtedy ciasteczka będą zbyt kruche. Piekarnik nagrzać do 150°C. Na blasze wyłożonej pergaminem nakładać po łyżce masy, rozpłaszczać, formować w zwarte kształty. Zawsze, gdy piekę po raz pierwszy jakieś ciasteczka formuję różne rozmiary, by zobaczyć jaki rozmiar jest najlepszy dla danego rodzaju wypieku.

Wyszło mi 18 ciasteczek różnych rozmiarów.

Ciasteczka orzechowe (jeszcze lepsze od poprzednich!)

  • 3/4 szklanki jasnego brązowego cukru
  • pół łyżeczki soli
  • 100 g masła
  • 100 g masła orzechowego
  • jajko
  • aromat (ja miałam akurat migdałowy, można też użyć ziarenek wyłuskanych z wanilii)
  • szklanka mąki
  • pół łyżeczki sody oczyszczonej
  • opcjonalnie: czekolada (ja użyłam białej, ale w zależności od upodobań można też użyć mlecznej lub gorzkiej)

Cukier, oba rodzaje masła i sól zmiksować (aż masa będzie jednolita). Wbić jajko, dodać aromat i zmiksować. Mąkę wymieszaną z sodą zmiksować z masą maślaną. Nagrzać piekarnik do 200°C. W czasie, gdy piekarnik będzie się nagrzewał ulepić niewielkie kulki z masy.Kulki ułożyć w dużych odstępach na blasze wyłożonej pergaminem i spłaszczyć każdą widelcem (mi kulki zajęły dwie blachy – w czasie, gdy jedna była w piekarniku, lepiłam kulki na drugą). Piec ok. 7 min.

Po wyjęciu nie przekładać ciasteczek nigdzie od razu, ponieważ są mięciutkie i kruche. Niech spokojnie wystygną na blasze, ewentualnie można je potem studzić na kratce.

Na tym właściwie można by poprzestać, ale nie byłabym sobą, gdybym nie dodała czegoś ekstra 🙂 Rozpuściłam jedną białą czekoladę w rondelku i nakładałam na ciasteczka. Bez większej staranności nakładałam łyżeczką odrobinę czekolady na środek każdego ciasteczka i rozprowadzałam (nadal łyżeczką :-)) czekoladę wzdłuż rowków.Z podanych ilości wyszło 37 ciasteczek.

Inspirację do tego przepisu znalazłam tutaj.

Ciasteczka orzechowe z czekoladą

  • masło 60 g
  • masło orzechowe 130 g (3 porządne, kopiaste łyżki)
  • 2 jaja
  • 3-4 łyżki płynnego miodu
  • 3-4 łyżki cukru brązowego
  • mąka 200 g (użyłam wrocławskiej typ 500)
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki soli
  • kilkanaście kosteczek ulubionej czekolady (ilość w zależności od wielkości ulepionych kulek)

Mąkę wymieszać w miseczce z proszkiem do pieczenia i solą. Masło orzechowe utrzeć ze zwykłym (zrobiłam to w garnuszku, przy pomocy zwykłej łyżki). Wg przepisu należało zmiksować masę maślaną z jajami. Ja jednak dysponuję tylko blenderem z końcówką do ubijania – to jest zdecydowanie za słabe urządzenie na tak gęstą masę. W związku z tym w oddzielnej miseczce roztrzepałam jajka i mieszając stopniowo dodawałam je do masy.

Gdy masa zrobiła się rzadsza, sięgnęłam po blender. Zmiksowałam dokładnie jaja z masą maślaną. Dodałam miód i cukier. Następnie stopniowo dodawałam mączną mieszankę. Pod koniec mój blender bardzo się męczył, zastąpiłam więc go łyżką 🙂 Dokładnie wymieszałam całość i wstawiłam cały garnuszek do lodówki (oczywiście owinięty folią aluminiową, by nie dostał się tam zapach np. czosnku ;-)) Tam najlepiej zostawić masę na 2 h. W tym czasie zmyć naczynia, blachę do pieczenia wyłożyć pergaminem, czekoladę połamać na kosteczki, obejrzeć Tap Madl.

Wyjąć zimną masę z lodówki, nabierać łyżką porcję masy, wkładać w środek kawałeczek czekolady i formować małe kulki (ja zrobiłam takie o wielkości między piłką pinpongową a golfową – polecam zrobić jeszcze mniejsze). Kulki nie muszą być okrąglutkie, mogą być spłaszczone (i tak w trakcie pieczenia się spłaszczą). Ważne, by kostka czekolady była cała pokryta ciastem. Kulki (lub też spłaszczone kulki) układać na blasze w sporych odstępach. Piec około 12 min. w 170-175°C (aż się ładnie przyrumienią).

 

Z podanych ilości wyszło 13 ciasteczek (a może 14…? Jedno chyba spałaszowałam od razu 😉 :P)

Przepis (z drobnymi modyfikacjami) pochodzi z mojego ulubionego miesięcznika – Kuchnia (numer 11/2011)

Owsiane ciasteczka do kawy

Uwaga! Bardzo szybko się je robi i bardzo szybko znikają…

  • szklanka płatków owsianych
  • 1/4 szklanki cukru
  • jajko
  • łyżka roztopionego masła
  • pół łyżeczki proszku do pieczenia
  • odrobina bułki tartej do podsypania blachy

Jajko roztrzepać, dodać do niego wszystkie składniki i wymieszać. Masę nakładać w odstępach na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i podsypaną bułką tartą. Piec w 180°C ok. 8 min.

Przepis (z drobnymi modyfikacjami) pochodzi z książki „Kuchnia Malucha” pod red. B. Ciepłowskiej-Kowalczyk i M. Rodak